Marcin "Bomba" Bandel: Nie ma tutaj niepokonanych

Verasport Łódź (+48) 784 995 975

Marcin “Bomba” Bandel dzisiaj na gali federacji GMC, czyli German MMA Championship zmierzy się z 23-letnim Rosjaninem, Selimem Agaevem. W drugiej części rozmowy, Bomba m.in. zdradził, kto jest jego idolem oraz co tak naprawdę jest dla niego ważne. 

 

Bomba! Skąd wziął się ten pseudonim?

 

Są trzy tłumaczenia. Pierwsze pochodzi od siły. Drugie od ogromnej ilości suplementów, które swego czasu spożywałem. Trzecie od kreskówki - Kapitan Bomba.

 

Jeśli nie sporty walki, to?

 

Studiowałem fizjoterapię. Została mi praca magisterska do obrony. Chciałbym otworzyć swój biznes. Na razie, póki zdrowie pozwoli planuję cały czas trenować, pewnie do grobowej deski. Staram się nie myśleć, co dalej. Wiele spraw w moim życiu wychodzi samych z siebie, tak jak UFC, czy zawodowe bicie w MMA.

 

Pochodzisz z Łodzi. Miasta, które od zawsze, także teraz jest podzielone, które uchodzi za jedno z najbardziej niebezpiecznych. Uważasz, że miało to wpływ na to, kim jesteś teraz?

 

My, jako łodzianie jesteśmy dumni z tego, że nie jesteśmy jakimiś chłopaszkami z pierwszej łapanki. Wiadomo, czasy się zmieniają. Każdy jednak z ulicą ma lub miał coś wspólnego. Teraz poszło to w stronę sportu i bardzo dobrze. Na pewno to pomaga. Kiedy spotykasz jakiś ludzi na ulicy, nie wiesz czy mają coś w ręku, czy nie. Później wejścia do klatki to żaden wyczyn. Nie ukrywam, dużo daje gdy nie pochodzisz z dobrego domu, w którym rodzice wszystko podali ci na tacy, tylko sam nad tym musisz pracować. To jest bardzo dobre pedagogicznie.


Jak Twoja rodzina podchodzi do Twoich pasji, a także pracy? Bycie zawodowcem jednak zobowiązuje.

 

Mam 28 lat i dopiero zaczynam zdawać sobie sprawę z tego, że tak naprawdę wszystko poświęcasz dla sportu. Całe życie prywatne, dieta, nie mam czasu na nic. Na co dzień trenujesz, musisz się pilnować. W weekendy już nie masz na nic siły. Mocno zatraca się życie prywatne. Mamie na początku nawet piłka nożna się nie podobała, później jujitsu, a na koniec MMA, bo tam były uderzenia. W końcu musiała to zaakceptować, choć czasem marudzi. Rodzeństwo cieszy się i mnie wspomaga. Rodzina jest sporym wsparciem dla mnie.

 

Ważne jest dla Ciebie wsparcie bliskich?

 

Wszystkich, jak dla każdego człowieka. Fajnie by było żyć bez uczuć czy emocji, jak Jiren w Dragon Ball’u, ale tak się nie da. Wsparcie, dobre słowo, także bardzo dużo pomaga mi mój psycholog. Taka pomoc jest bardzo ważna.

 

Jakie jest Twoje sportowe marzenie?

 

To jest sportowe i życiowe marzenie. Być jak najlepszym, rozwijać się cały czas. Stawać się lepszym od siebie dzień wcześniej. Taki jest target.

 

Co jest ważne dla zawodnika MMA? Rywale, z którymi walczy, rekordy, wygrane pojedynki…

 

Na pewno. Rekordy tylko do pewnego czasu. Fajnie, gdy pobija się czyjeś osiągnięcie, najlepiej w skali światowej, ale to nie jest cel. Bijąc się, raz wygrasz, a raz przegrasz. Nie ma tutaj niepokonanych. Walczysz po to, aby wygrywać. Jednak nie do końca masz wpływ na przeciwników, na organizację - jest wiele wypadkowych.

 

Jest taka walka, która szczególnie zapadła Ci w pamięci, z której jesteś po prostu dumny?

 

Każda jedna. Ze wszystkich jestem dumny. W każdej wychodzisz naprzeciw chłopaka, który też się bije, też trenuje i niejednokrotnie wiele poświęca. Każdy pojedynek to kolejny rozdział w życiu, w karierze sportowej. Do kolejnych walk podchodzę z czystą głową. Staram się nie wspominać, nie wracać do tego, co było. Jeżeli uda się wygrać w sobotę, do poniedziałku będę pamiętał walkę. Potem myślę już o kolejnym etapie. Nie można spoczywać na laurach. Najważniejsze jest być lepszym od siebie, a nie patrzeć na innych. Miło jest wygrać i wrócić na chwilę wspomnieniem, że kogoś się pokonało. Szczerze? Później nie oglądam walk i swoich wygranych. Trenując cały tydzień, ostatnią rzeczą w weekend, którą chciałbym zrobić jest oglądanie walk.

 

Masz swojego idola?

 

Wielu! Jeżeli nie masz idola, wzoru moralnego czy sportowego, ciężko jest się do czegoś odnieść. Z takich kreskówkowych to: Songo, Vegeta - to są prawdziwe kozaki.

 

A z klatkowych?

 

Masz Georgesa St-Pierre, Fedora - jest ich cała masa. Nie chce sypać nazwiskami. Musiałbym wymieniać i wymieniać. Osobiście miałem okazję trenować, poznać i mamy dobre relację ze Stipem Miociciem, który jest teraz mistrzem wagi ciężkiej w UFC. Dla mnie też jest wzorem. To prywatnie mega pozytywny człowiek, a zawodowo super fighter.

 

Jak trenuje się na Vera Figh Club?

 

Warunki są mega - rzekłbym europejskie, a nawet światowe. Każdego, kto tutaj przyjeżdża z dumą oprowadzam po obiekcie. Wiadomo, są jakieś małe niedociągnięcia. Fajne jest to, że cały czas jest wszystko ulepszane i się rozwija. Jest dobra komunikacja między nami, a właścicielami i menedżerami. Wszystko działa bardzo dobrze. Mamy super skład. Jest o nas coraz głośniej. Przyjeżdża do nas wiele osób. Nic tylko wpadać i trenować. Jest tutaj wszystko, niczym w Disneylandzie dla dziecka.

 

ŁÓDŹ, SIEWNA 15
(+48) 784 995 975
FitProfit Benefit OkSystem

Projekt i wykonanie Hiarte

Vera-Sport - hala sportowa
Siewna 15 Łódź, 94-250
Telefon: 42 253 28 44